Nowości/Testy

Wzmacniacz mocy Siltech Saga – test w „Stereophile”, październik 2014

Stereophile_okladka_October_2014Co zrobić, jeśli żadna elektronika nie jest na tyle transparentna, na tyle neutralna, żeby ukazać wszystkie zalety twoich topowych kabli? Najlepiej zaprojektować ją samemu. Z takiego założenia wyszła firma Siltech, znana z srebrno-złotych kabli, należących do absolutnego szczytu świata audio. Wąskim gardłem były dla niej wzmacniacze, dlatego zaproponowała swój własny, innowacyjny wzmacniacz mocy, składający się z trzech modułów, o nazwie Saga.
Testujący go w magazynie „Stereophile” Michael Fremer, znany także jako „analog guru”, specjalista od gramofonów, mający w swoim systemie najlepsze urządzenia świata, nie potrafił ukryć ekscytacji:
„Otrzymałem odpowiedź na moje pytanie już w pierwszych 10 minutach odsłuchu: za fantastyczny  dźwięk podczas wystaw CEA oraz w Monachium odpowiadał wzmacniacz SAGA. Zainstalowany w moim systemie, pokazał w moim pokoju te same zalety: ciągły, wypełniający przestrzeń dźwięk bez wyraźnych zmian w barwie czy innych zniekształceń, takich jak zbyt ostre lub zbyt zaokrąglone transjenty.”
„Sposób ukazywania szybkich transjentów, precyzja ataku i podtrzymania dźwięku instrumentów przekładały się na robiące ogromne wrażenie fragmenty znanych nagrań, jak na przykład z płyty „Sir John Alot of Merrie Englandes Musyk Thyng & ye Grene Knyghte” Johna Renbourma (LP, Transatlantic TRA 167), której słucham od 45 lat.”
„SAGA firmy Siltech jest jednym z bardziej interesujących i innowacyjnych wzmacniaczy, które się pojawiły i to od dłuższego czasu. Jego projektanci podjęli kilka niecodziennych decyzji, w tym oddzielenie sekcji napięciowej i prądowej, a także zastosowanie zasilania bateryjnego w jednej z sekcji, a zasilanie przez układ „light-powered” źródła prądowego w innej – nie wspominając o lampach, które udało się zamienić z notorycznie szumiącego stopnia w cichą jak deska grobowa sekcję, oferującą pracę w trybie prądowym lub napięciowym. W rezultacie otrzymano to, co sobie producent założył, tj. dźwięk „taki, jak na żywo, ekscytujący przy dowolnej głośności, grają z wysoką dynamiką i mocą, wystarczającą do napędzenia dowolnych kolumn, nawet tych o niskiej impedancji”.
Redaktor „Stereophile’a” zauważa przy tym, że to wzmacniacz z charakterem, który trzeba posłuchać samodzielnie, aby zdecydować, czy pasuje do naszego systemu.

Uwaga!

Z racji tego, że na rynku można spotkać nieudolne kopie i podróbki produktów firmy Siltech, w przypadku wystąpienia tego typu podejrzeń prosimy o przekazanie nam wszystkich możliwych informacji na ten temat. Pamiętajmy, że dostępne obecnie na rynku produkty nowe mogą pochodzić tylko i wyłącznie z sieci dealerskiej autoryzowanego dystrybutora Siltecha na Polskę, firmy ETER Audio, dostępnej tutaj: link

Wszystkie nowe produkty Siltecha, oprócz charakterystycznego dla danej serii opakowania, powinny charakteryzować się dołączonym oryginalnym certyfikatem jakości, podpisanym przez zarząd firmy i uzupełnionym odpowiadającym numerem seryjnym.

Natomiast w przypadku produktów używanych, przed ich zakupem nalegajmy na przedstawienie (oprócz certyfikatu, tam gdzie był on wydany) dokumentacji pierwszego zakupu, dzięki czemu będziemy mieli szansę na informację o miejscu pochodzenia produktu oraz danych firmy która go sprzedała, a co za tym idzie – upewnimy się co do jego oryginalności.

Krakowskie Towarzystwo Soniczne, spotkanie #86: Siltech DOUBLE CROWN

okladka_105_mOdsłuch, który miał miejsce w połowie grudnia 2012 roku zbliżył nas o jeden krok do 100. rocznicy pierwszego spotkania w tej formule. Przed nami wciąż jakieś dwa lata (14 spotkań), jednak z drugiej strony za nami już lat osiem. Mogłoby się więc wydawać, że jesteśmy znudzeni, że wszystko już wiemy i o sobie, i o sprzęcie. Że wszystko już słyszeliśmy i widzieliśmy. KTS – PANY – i ch… Nietrudno jednak człowiekowi myślącemu i choć trochę obytemu zbyć tego typu stwierdzenia wzruszeniem ramion. Każdy szczyt, każdy top, każda „ściana” w końcu ustępuje czemuś jeszcze mocniejszemu, ważniejszemu, lepszemu.

Takie przystanki są jednak konieczne. Bycie ‚audiofilem’ jest dla mnie jednym z synonimów bycia ‚człowiekiem’, jedną z emanacji ludzkiej potrzeby czegoś wyższego, w tym przypadku wyrażaną przez dążenie do odtworzenia muzyki z całym, przynależnym jej pięknem, emocjami i atrybutami powodującymi, że zawieszamy, choćby na chwilę, niewiarę w to, że to nie są prawdziwi wykonawcy, a jedynie mechaniczne odtworzenie czegoś dawno wybrzmiałego, ostatecznie i definitywnie zakończonego. A bycie człowiekiem oznacza przecież ciągłą zmianę, często na lepsze (rozwój). Najszybciej i najpełniej dojrzewamy zaś mierząc się z przeżyciami granicznymi. Mając to wszystko na względzie nie możemy oczywiście udawać, że tego typu sytuacje w audio są równie ważne, jak w życiu codziennym, rodzinnym czy zawodowym. Składają się jednak na coś, co czyni z nas tych, kim jesteśmy…

Czytaj cały tekst: LINK
Źródło: HighFidelity.pl

 

© 2013-2016 Nautilus Dystrybucja
design by PikselStudio